Autor: Juliusz 14.07.2009r. 10:33
Pięknie, miło, ale dlaczego tak drogo
Energia wiatrowa powstaje nie, dlatego że jest tak dobrym interesem, ale dlatego że jest prostym interesem. Wiatrak produkuje tylko prąd, i to jest jedyna jego zaleta, ale dlaczego tak drogo i tak mało. Czas zwrotu inwestycji powyżej 12 lat przy wydatkowaniu tak ogromnych kwot w przeliczeniu na 1 MWe to po prostu żart z rozumu.
Kilka lat temu powstał rynek energii z biomasy, który zgarnęły przede wszystkim największe podmioty energetyczne do tzw. współspalania. A ciepłownie dalej błagały o przetrwanie paląc w kilkudziesięcioletnich kotłach ze sprawnością do 60 % kochany węgiel czy olej opałowy.
Powstawały najgłupsze sposoby współspalania a gminne i małomiasteczkowe kotłownie dogorywały. Pieniądze na inwestycje i dotacje zgarniały duże podmioty, które i tak miały dobry wynik finansowy.
Co się dzieje teraz - promuje się energię wiatrową, o której Niemcy chcą zapomnieć (mają ogromne doświadczenia i najwięcej wiatraków). Niemcy potrzebują mody na wiatraki w Polsce, bo gdzieś muszą sprzedać swoje już zbędne. I tak Polacy kolejny raz zamiast inwestować pieniądze w kotłownie gminne te małej i średniej mocy i wzbogacać je w turbiny dla poprawy efektywności ekonomicznej na siłę próbują wypromować modę na wiatraki.
Kotłownie (ciepłownie) gminne małej czy średniej mocy pracują przynajmniej 6/7 miesięcy dając ciepło i prąd (czas wykorzystać chłód) i kosztują trzy razy mniej niż wiatraki. Czas zwrotu kapitału zainwestowanego to 4/7 lat. A wiatraki? Jak wiatr zawieje będzie prąd, ( nawet wpisuje się w fajny slogan - jak zawieje wiatr) i średnio 13/15 lat czas zwrotu kapitału.
Panowie czy logiczne i biznesowe myślenie o pieniądzach to dla nas taki problem???
Juliusz Dragan
ODPOWIEDZ
Autor: Juliuszu 14.07.2009r. 11:43
, ale Inwestor OZE jak najbardziej myśli logicznie i biznesowo (i chwała mu za to bo taka jego rola) jeśli chodzi o własny biznes własny portfel. Tragiczne jest to, że bonusy są jedynie po stronie inwestora, a na około ... cóż - coraz częściej odczujemy to na własnych portfelach czy nawet tak prozaicznych sprawach jak wakacje (gdzie się nie odwrócisz to wiatrak) ... a wszystko to osłodzone proekologiczną (sic!) ideologią, kołderką milczenia i przyzwolenia ... no właśnie PRZYZWOLENIA to jest tragedia naszych czasów - Wystarczy by wpisać coś w nurt "eko" czy dodać słowa "cel publiczny" i milkniemy - jak baranki godzimy się na degradacje krajobrazu, rosnące rachunki za ee. Brak jest równowagi pomiędzy interesem inwestora i interesem ogółu. Ale kiedyś się otrząśniemy - i będziemy się na historii uczyć o powtórnym średniowieczu, o czasach gdy naukowcy bojąc się powszechnego potępienia siedzą cicho i bezsilnie patrzą jak Święty Inwestor walczy ze Smokiem co zwie się "zmiana klimatyczna".
ODPOWIEDZ