Mariusz Swora o swoim odbiorze projektów nowego Prawa energetycznego, Prawa gazowego i ustawy o OZE
27.01.2012r. 12:15
Rozmowa CIRE z Mariuszem Sworą, Prezesem URE w latach 2007-2010
Bartłomiej Derski, CIRE: Jaka jest Pańska ogólna ocena projektów składających się na tzw. trójpak energetyczny ogłoszony przez Ministra Gospodarki?
Dr Mariusz Swora: Oprócz tego, że Polskę wiążą normy prawa europejskiego, które powinny zostać implementowane, to jako państwo mamy również swoje ambicje w zakresie rozwoju gospodarki, której służyć powinno sprawne funkcjonowanie energetyki, opartej na konkurencji, innowacyjności i gwarantującej bezpieczeństwo dostaw energii. Realizacji tych celów powinno służyć dobre prawo, gwarantujące przejrzystość reguł gry dla przedsiębiorców.
Tyle piękna teoria, realia w postaci projektów ustaw składających się na tzw. trójpak energetyczny to rzeczywistość, która obrazuje brak wizji i woli ustanowienia takich właśnie jasnych, przejrzystych reguł prawnych, dających trwałe podstawy do rozwoju sektora energetycznego i gospodarki. Nie ma więc powodów do zadowolenia z przepisów „trójpaku”, ale jest jeszcze czas i nadzieja na zmiany.
Jak wspomniane projekty można ocenić z punktu widzenia techniczno – legislacyjnego?
Tego, czego można się spodziewać po przepisach prawa, bo tak zresztą postanowił prawodawca, to zgodność z regułami techniki prawodawczej. I ona nie jest w pakiecie zachowana w różnych wymiarach.
Nie zatrzymując się nad warstwą semantyczną i merytoryczną, która jest przedmiotem licznych wypowiedzi i komentarzy, skupię się na kwestii technicznej, dobrze obrazującej tezę o braku właściwego podejścia do tworzenia tych projektów. Chodzi o wewnętrzną systematykę projektów ustaw i tytuły poszczególnych rozdziałów. Ich układ i treść przekazuje nam spójny obraz całości materii objętej regulacją, pełni rolę informacyjną, mają swoje znaczenie w procesie wykładni. Tymczasem, układ tytułów rozdziałów i podążający za tym rozdział treści w projekcie jest dość przypadkową mieszaniną wzorowaną na obecnym prawie energetycznym, które po licznych nowelizacjach dawno spójność i przejrzystość straciło. Ktoś włożył do tygla stare prawo energetyczne, dyrektywy trzeciego pakietu i dyrektywę OZE, rozbił, zamieszał no i wyszło. Proszę spojrzeć choćby na tytuł rozdziału drugiego projektu ustawy Prawo energetyczne: „Zasady i warunki dostarczania energii elektrycznej lub ciepła, przyłączania do sieci, sprzedaży energii elektrycznej oraz zmiany sprzedawcy energii elektrycznej”.
Groch, mydło, powidło. Zasady techniki prawodawczej i dobra praktyka legislacyjna wymagają, aby rozległe teksty prawne (a takim tekstem jest projekt ustawy Prawo energetyczne) były dzielone na wyższe jednostki redakcyjne typu dział, tytuł. Tego nie ma. Brak właściwej systematyki zarówno w sensie technicznym jak też merytorycznym to pozornie tylko problem techniczno – legislacyjny, można bowiem w konsekwencji powziąć wątpliwość co do tego, czy projektodawca ogarnął w wystarczający sposób regulowaną materię.
A w warstwie merytorycznej, co jest pozytywne, a co może budzić wątpliwości?
W krótkiej wypowiedzi można mówić jedynie o pozytywnych kierunkach, takich jak większa niezależność regulatora, nowe instrumenty regulacyjne, próba racjonalizacji systemu wsparcia dla OZE. Pozytywne wrażenie odchodzi jeżeli wejdziemy w szczegóły.
Jeżeli więc przypatrzymy się bliżej np. porozumieniu regulacyjnemu, to można mieć uzasadnione wątpliwości dotyczące tego, czy projektodawcy we właściwy sposób dobrali formę aktu administracyjnego, który ma formalizować uzgodnienia pomiędzy przedsiębiorcą a organem. Jeżeli z kolei spojrzymy na przepisy dotyczące wprowadzenia inteligentnego opomiarowania, to sprawiają one wrażenie regulacji dość przypadkowych i niekompletnych. Można odnieść wrażenie, że cała obszerna dyskusja na temat inteligentnego opomiarowania i inteligentnych sieci została sprowadzona do kwestii osadzenia niezależnego operatora pomiarów a to zdecydowanie za mało. System ochrony odbiorcy wrażliwego z instytucją dotacji przedmiotowej, która ma kompensować utratę przychodów przedsiębiorstw energetycznych jest nieczytelny i systemowo źle umieszczony, bo nie powinien angażować finansowo i organizacyjnie tych przedsiębiorstw. Nie wiadomo co będzie dalej ze sprzedażą awaryjną. O tym, co budzi wątpliwości można by mówić długo, o tym czego w projektach nie ma, pewnie jeszcze dłużej.
Największa wpadka projektodawców?
Tu można się licytować, zakładam, że jest jeszcze czas na dyskusję nad projektami i większość z kontrowersyjnych przepisów uda się wyeliminować, czy poprawić. Są jednak w proponowanych przepisach akcenty trącące czarnym humorem. Może zresztą humor to złe słowo, bo mówimy o procesie prawodawczym. Otóż projektodawcy zakładają na przykład, że za brak 13 proc. OZE w bilansie energii zużytej w nowych budynkach oraz poddawanych generalnym remontom, będzie można trafić na rok do więzienia. Pozytywne jest to, że przepis łamie wszelkie zasady prawodawstwa, bo ustawodawca nie przesądza choćby, kto w warstwie podmiotowej jest objęty jego zakresem. Jeżeli jednak czarny humor przeistoczy się w rzeczywistość organy ścigania będą miały poważny problem, komu postawić zarzut. Nie jest bowiem jasne, kto w konsekwencji ma pójść do kryminału: inwestor, projektant czy wykonawca? Stawiałbym na inwestora, ale można sobie wyobrazić również odpowiedzialność projektanta jako współsprawcy, czy podżegacza. Mówiąc jednak poważnie: przepis rzecz jasna nadaje się do kosza.
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał: Bartłomiej Derski